Jest ze mną coraz gorzej. Nie wiem, co mam na myśli, pisząc to. Chyba mój stan psychiczny, jak i fizyczny.
Najpierw fizyczny. Z dnia na dzień jestem coraz bardziej chora. Wczoraj ból głowy po prostu nie dawał mi żyć. Dziś z głową jest lepiej, aczkolwiek gardło zaczyna dawać się we znaki. Zaczynają mnie boleć wszystkie części ciała, co zwiastuje chorobę. Błagam, tylko nie to! Ja nie chcę być chora!
Teraz stan psychiczny. Załamka totalna. Nie wiem, czy to ta pogoda, czy naprawdę jest coś nie tak. L. w ogóle nie zwraca na mnie uwagi, mój pies jest głupi, w szkole idzie mi coraz gorzej, mama mnie nie kocha...
Chociaż nie. Właśnie dzisiaj powiedziałam dziewczynom, że mnie kocha, bo wreszcie kupiła mi rękawiczki i uprała moją ulubioną bluzkę. W dodatku dziś kupiła serniczek.... Ach, serniczek. Jaka ja jestem głodna! Zaraz pójdę coś zjeść. Mam ochotę poczytać Biblię. W sumie to czytam ją już od jakiegoś czasu, ale zawsze jest to takie od niechcenia, a dziś, tak jakoś potrzebuję jej jak nigdy. Nie wiem, co się ze mną dzieje. Ale pocieszam się tym, że dzisiaj piątek. Kiedy wyszłam ze szkoły, a wyszłam dość wcześnie, bo po 6 lekcjach ( zwolnili nas :D), poczułam ten słodki zapach wolności :) Kocham piątki!!!