Piątek... czy to słowo nie brzmi pięknie? Dla mnie owszem. Jednak nie mogę doczekać się poniedziałku. Każdy, kto by to usłyszał, powiedziałby Wariatka! W normalnych okolicznościach nawet nie dopuściłabym do siebie takiej myśli. Ale te okoliczności nie są normalne. Po pierwsze - w poniedziałek znowu spotkam mojego L.
Po drugie - w poniedziałek będę miała gitarę! Już nie mogę się doczekać!
A tak przy okazji. Dziś widziałam L. Szedł sobie korytarzem roześmiany od ucha do ucha, nawet nie raczył odpowiedzieć mi na przywitanie. Wolał oczywiście podlizać się swojej ukochanej Pani Dyrektor. Ale co ja mogę zrobić? Przecież nie przestanę GO kochać z dnia na dzień. Mam nadzieję, że właśnie w poniedziałek się to zmieni i chociaż chwilę porozmawiamy, chyba że znowu zrobi sobie urlop od szkoły i nie przyjdzie. Właśnie, szkoła. Niemiłe miejsce, zwłaszcza teraz, kiedy mój "ULUBIONY" kolega, Marek postanowił założyć sobie klasową rodzinkę. Moja koleżanka została jego żoną, o czym chyba nikt nie wie, a ja zostałam... psem. Psem o imieniu Azor, o czym wie cała klasa. W dodatku cała męska społeczność mojej klasy mówi do mnie Azor! Przy pierwszej lepszej okazji zabiję tego Marka!
piątek, 21 października 2011
poniedziałek, 17 października 2011
1.
Ach, kiepski dzień. Zresztą jak każdy poniedziałek. Jednak jest taki ktoś, kto potrafi sprawić, że ten okropny dzień, jakim jest pierwszy dzień ciężkiej harówy w szkole, staje się lepszy. Kto? Mój L. To dzięki niemu każdego ranka w poniedziałek wstaję uśmiechnięta i nie mogę doczekać się wyjścia z domu. Niestety dziś GO nie było i to chyba przez to czuję się jakoś dziko. Ale jeszcze tylko 52 min do rozpoczęcia jutrzejszego dnia i może za 8 godz. i 52 min. GO zobaczę. Oby.
Poza tym w sumie nic się nie działo. Nie wiem, dlaczego akurat dziś zaczęłam swoją przygodę z pisaniem tutaj, skoro nie mam nic do napisania. Chyba tylko dlatego, że kiedyś muszę zacząć, a dziś natrafiła się taka okazja.
W ogóle to cud, że zechciało mi się usiąść jeszcze do komputera, po tak ciężkim dniu. Najpierw męczarnia w szkole bez mojego L. Potem pisanie lekcji, a na koniec okropna konturówka z geografii zadana przez "uroczego" pana Sz. W dodatku jest ona na jutro, a ja dopiero godzinę temu skończyłam ją robić. Po prostu mowy nie ma, żebym jeszcze do tego siadła chociażby na dwie minuty. To papierowe coś ogoliło mnie ze wszystkich sił psychicznych, jakie posiadałam. Zresztą fizycznych też. Naprawdę. Jestem tak padnięta, że nawet nie mam siły, by dokończyć notatkę z biologii, którą mam jutro na pierwszej lekcji. Ale na pocieszenie posłucham sobie mojej ulubionej piosenki.
Poza tym w sumie nic się nie działo. Nie wiem, dlaczego akurat dziś zaczęłam swoją przygodę z pisaniem tutaj, skoro nie mam nic do napisania. Chyba tylko dlatego, że kiedyś muszę zacząć, a dziś natrafiła się taka okazja.
W ogóle to cud, że zechciało mi się usiąść jeszcze do komputera, po tak ciężkim dniu. Najpierw męczarnia w szkole bez mojego L. Potem pisanie lekcji, a na koniec okropna konturówka z geografii zadana przez "uroczego" pana Sz. W dodatku jest ona na jutro, a ja dopiero godzinę temu skończyłam ją robić. Po prostu mowy nie ma, żebym jeszcze do tego siadła chociażby na dwie minuty. To papierowe coś ogoliło mnie ze wszystkich sił psychicznych, jakie posiadałam. Zresztą fizycznych też. Naprawdę. Jestem tak padnięta, że nawet nie mam siły, by dokończyć notatkę z biologii, którą mam jutro na pierwszej lekcji. Ale na pocieszenie posłucham sobie mojej ulubionej piosenki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)